Energia z OZE – im tańsza tym rachunki wyższe 

Od lat energia z OZE towarzyszy nam jako kluczowa gałąź polskiej transformacji energetycznej, a jednocześnie jako temat gorącej debaty, od czasu do czasu ustępujący pola energetyce jądrowej, czyli drugiej równie ważnej gałęzi, jednak mniej przyziemnej 
i znajdującej się w fazie prac przygotowawczych. Debata jest słuszna, ponieważ bezsprzecznie energia elektryczna pochodząca ze źródeł odnawialnych (słońce, wiatr) jest alternatywą dla tradycyjnych metod wytwarzania energii jak węgiel czy gaz. Jest tym samym bardziej przyjazna środowisku naturalnemu, zastrzegając jednocześnie, że przez moment powstrzymamy się od rozstrzygania sporu o środowiskowe skutki pracy wiatraków 
(czy szkodzą ptactwu oraz czy emitowany przez nie dźwięk szkodzi nam).  

Odnawialne źródła energii jawią się jako przyszłość sektora, mające zapewnić bezpieczeństwo energetyczne poprzez niezależność od dostaw gazu czy węgla tańszego niż krajowy, oraz bezpieczeństwo ekologiczne dzięki ograniczeniu emisji CO2. Poparcie dla rozwoju OZE z ramienia polskiej administracji można oceniać różnie, jeżeli będziemy je postrzegali z perspektywy realnych działań rozwojowych na przestrzeni lat. Niemniej, w ślad za tendencją europejską, branża OZE zawsze mogła liczyć na wielu zwolenników w polskim parlamencie. Tani prąd z OZE był przecież jednym ze stu konkretów rządu Donalda Tuska. Tymczasem trwa kolejny rok rządów obecnej koalicji. Ceny hurtowe energii na Rynku Dnia Następnego na TGE jasno pokazują, że energia elektryczna jest tańsza niż w latach ubiegłych. Wynika to ze wzrostu produkcji energii z OZE oraz spadku cen, zarówno uprawnień do emisji CO2, jak i paliw do produkcji energii tradycyjnej. Na pierwszy rzut oka powyższe wpisuje się w ideę taniego prądu z OZE. Ale czy nie są to jedynie pozory? Rachunki za energię dla klientów końcowych w 2026 są znowu wyższe. Jak to się dzieje i co tu rzeczywiście tanieje, skoro wszyscy płacimy coraz więcej. 

Paradoks taniej energii z OZE a rosnące rachunki 

Odczarujmy skomplikowaną tajemnicę rachunków za prąd, by przyjrzeć się sprawie bliżej. Słońce i wiatr dostarczają wyraźnie tańszą energię czynną niż ta produkowana ze źródeł tradycyjnych (brak kosztów paliwa oraz opłat za emisję CO2, niskie koszty operacyjne). 
Wg wskaźnika uśrednionego kosztu wytwarzania energii LCOE (ang. Levelized Cost 
of Energy) za lata 2024-2026 wytworzenie energii z wiatru na lądzie kosztowało ok. 230 zł/MWh, z PV ok. 300 zł/MWh. W tym samym czasie koszt energii z węgla wynosił 550–650 zł/MWh, a z gazu jeszcze więcej (wiele zależy od ceny paliwa). 

Każdy medal ma dwie strony i poza zaletami energii z OZE znajdujemy również jej wady. Problemem koronnym jest kondycja Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE), 
a w szczególności niekompatybilne zdolności przesyłowe: 

  • sieci dystrybucyjne – zbyt cienkie linie SN (tj. średniego napięcia, w kontekście odbioru energii z większych farm PV i wiatrowych) i NN (tj. niskiego napięcia, do odbioru energii z mikroinstalacji), przeciążone transformatory, brak magazynów do odbioru nadwyżek z produkcji PV (tj. fotowoltaika, od ang. photovoltaics); 
  • sieć przesyłowa – brak wystarczająco rozwiniętych połączeń między regionami (konieczność budowy nowych połączeń 400 kV, szczególnie na linii północ-południe, i modernizacji starych połączeń 220 kV), brak magazynów i elektrowni szczytowo-pompowych. 

I tu pojawia się koronny problem – pełen komplet działań związanych z zarządzaniem KSE na skutek okresowej nadprodukcji lub deficytu energii z OZE, przy braku wystarczających możliwości jej wykorzystania na miejscu magazynowania i przesyłu, generuje koszty. Mija kolejny rok, w którym są one wyższe niż oszczędność z produkcji energii czynnej! Koszty tego zarządzania upychane są w skomplikowanym labiryncie opłat (w tym podatków), które stanowią mniej więcej, ale aż 55-65% naszych rachunków za prąd. Koszt energii czynnej to jedynie pozostałe 35-45%. 

Ukryte koszty zielonej energii 

Przyjrzyjmy się strukturze wspomnianych opłat. W tym aspekcie URE podaje następujące liczby: 

  • Opłaty dystrybucyjne (w tym opłata sieciowa zmienna i stała czy opłata jakościowa) – to aż 35-45% czyli równo tyle, ile średni koszt energii czynnej w rachunkach Polaków; 
  • Opłaty systemowe (w tym opłaty OZE, kogeneracyjna i mocowa) – 5-10%; 
  • Podatki (VAT i akcyza) – również 5-10%. 

Chcąc uzyskać dokładniejszy obraz problemu przyjrzyjmy się bliżej tym opłatom, których wysokość zmienia się na skutek działalności OZE: 

  • Opłata mocowa – wzrost z 11,40 zł w 2025 r. do 17,20 zł w 2026 r. (tj. +51%). Jest to stała opłata, której celem jest finansowanie gotowości elektrowni do produkcji energii, nawet wtedy, gdy chwilowo jej nie wytwarzają. Wzrost opłaty mocowej ma pośredni związek z rosnącym udziałem OZE w miksie energetycznym, a dokładnie ze wspomnianą ich zmiennością. Większa zmienność powoduje presję na elektrownie do utrzymywania częstszej i dłuższej gotowości do pracy, przez co rosną koszty ich utrzymania, a tym samym rosną ich oferty na rynku mocy i ostatecznie cena clearingowa jaką płaci elektrowniom PSE za tę gotowość. Im więcej mamy energii 
    z OZE (w przeważającej mierze PV), tym większe wahania w systemie i większa wspomniana presja. A tej przybywa z każdym rokiem w tempie skokowym, w tym za sprawą dużego wzrostu liczby mikroinstalacji (2020 r. – zgłoszonych 466 tys.; koniec lutego 2026 r. – 1 mln 620 tys.). I tak zainstalowana w Polsce moc PV (razem instalacje mikro i większe) w 2026 r. wynosi 25,6 GW, a jej typowe wahania (wg raportów dobowej generacji PV publikowanych przez PSE) sięgają średnio 6-9 GW, natomiast chwilowe 5-8 GW. Z kolei w 2025 r. zainstalowana moc PV wynosiła ok.19-20 GW, 
    a wspomniane wahania 5-6 GW (typowe) oraz 4-5 (chwilowe). To co wymaga szczególnego podkreślenia – wahania rosną liniowo do wzrostu zainstalowanej mocy! Mamy do czynienia z zamkniętym kręgiem czy też pętlą sprzężenia zwrotnego kosztów – im więcej mocy tym większe wahania, a tym samym większa presja na cenę clearingową i docelowo jej wzrost, bo m.in. tradycyjne jednostki produkcji mocy będą pracowały krócej, ale samą gotowość muszą nadal utrzymywać. Z punktu widzenia bezpieczeństwa krąg ten jest niezbędny, ponieważ niezbędny jest rynek mocy chroniący nas przed ewentualnym black outem. Niemniej, z uwagi na koszty, w długiej perspektywie krąg ten powinien zostać przerwany poprzez zmianę proporcji, tj. wzrost ceny clearingowej nie może jeden do jednego odzwierciedlać instalowanej mocy OZE. 
  • Opłata dystrybucyjna – wzrost od 2025 r. w granicach 7,6-9,36%. Płacimy za to, że prąd może fizycznie do nas dotrzeć. Nie dotyczy samej energii, lecz kosztu jej dostarczenia do punktu odbioru (dom, zakład). To opłata za korzystanie z sieci energetycznej: linii WN, SN i NN, transformatorów, utrzymanie, modernizację 
    i rozbudowę infrastruktury, usuwanie awarii oraz bilansowanie systemu. 
    Poprzez wspomniane bilansowanie należy rozumieć ciągły nadzór, by ilość energii produkowanej dla KSE była równa energii zużywanej, w tym prognozowanie zapotrzebowania, sterowanie pracą elektrowni, utrzymywanie rezerw mocy, import/eksport energii oraz (szczególnie nas interesujące) reagowanie na wahania OZE, czyli nagłe wzrosty i spadki produkcji energii z wiatru i PV. Opłaty dystrybucyjne rosną, ponieważ administratorzy (PSE, OSD) rozbudowują, modernizują i remontują sieć (w tym m.in. okablowują, przyłączają nowych odbiorców, automatyzują sieć). Modernizację sieci napędza przede wszystkim szybki rozwój PV, który powoduje problemy z napięciem, przepływami zwrotnymi i przeciążeniami — wzrost liczby odbiorców ma znaczenie, ale jest dużo mniej istotny. To co jest absolutnie kluczowe 
    w kontekście taniego prądu z OZE – by tempo modernizacji KSE przewyższało tempo instalacji nowych mocy z PV. Tylko w tej sytuacji zaistnieje teoretyczna nadzieja, że wzrost tańszej mocy nie będzie nakręcał jeszcze droższej dystrybucji. Tak się jednak nie dzieje, a potwierdza to: 
  • rosnąca liczba odmów przyłączeń (dotyczących głównie PV i wynikających 
    z braku możliwości sieciowych); 
  • curtailment (tj. ograniczanie generacji, przede wszystkim PV; od 2024 stało się zjawiskiem powszechnym, wynikającym z przeciążenia sieci). Instytut Energetyki Odnawialnej wskazuje, że redysponowania i ograniczenia generacji rosną wraz ze wzrostem PV; 
  • Raporty branżowe – w analizach GlobEnergia i GlobalData podkreślono, że bez rozbudowy sieci i magazynów tempo rozwoju PV jest nie do utrzymania. 

Tak więc również opłaty dystrybucyjne, obok opłaty mocowej, podbijają wysokość rachunków za prąd Polaków. I nie jest to jeszcze koniec.   

  • Opłata OZE – wzrost z 3,50 zł/MWh w 2025 r. do 7,30 zł/MWh w 2026 r. (ponad 100%). Wynika z systemu dopłat wprowadzonego ustawą z 20 lutego 2015 r. o odnawialnych źródłach energii, która odpowiadała na wymagania UE w zakresie zwiększenia przez państwa członkowskie udziału OZE w miksie energetycznym. Celem finansowego wsparcia budowy sektora OZE państwo gwarantuje wybranym producentom zielonej energii, zwykle przez 15 lat, że ich energia będzie trafiać na rynek po cenie nie niższej niż wyłoniona w drodze aukcji i pozwalająca na pokrycie kosztów poniesionych przez inwestora na budowę instalacji. Dzięki takiemu systemowi rynek zyskuje gwarancję, że inwestycja w OZE się opłaci, nawet w sytuacji, gdy w efekcie nadpodaży energii jej cena drastycznie spadnie (tak też się dzieje ze względu właśnie na nadmiar zainstalowanych mocy!). W tej sytuacji państwo dopłaca producentom OZE różnicę pomiędzy ceną, po jakiej energię sprzedali, a ceną gwarantowaną z aukcji. Aukcje odbywają się za pośrednictwem Internetowej Platformy Aukcyjnej URE. Poszczególne aukcje kierowane są do producentów posługujących się wybraną technologią oraz mocą, 
    np. biogaz, biomasa, PV, moc >1MWh lub <1MWh. W 2025 r. ogłoszono 7 aukcji, 
    z czego rozstrzygnięto 2. Pozostałe nie znalazły zainteresowania u producentów. Trzeba przyznać, że system spełnił swoje zadanie – zmotywował rynek do budowy nowych instalacji z OZE, przez co zwiększyła się zainstalowana moc krajowa 
    i produkcja energii odnawialnej (w 2024 r. – ok. 30% udziału OZE w produkcji energii elektrycznej; w 2025 r. – w zależności od miesiąca, nawet 37%). Niemniej system aukcyjny stanowi obecnie kolejną cegiełkę we wspomnianej zaklętej pętli maksymalizacji kosztów. Większa liczba instalacji oznacza obecnie okresową nadpodaż energii, a ta przekłada się na spadek ceny rynkowej, którą następnie trzeba uzupełniać dopłatami, których koszty (jak zwykle) pokrywane są ostatecznie z kieszeni odbiorców. 

Od zielonych celów do walki o przetrwanie 

Sytuacja polskiego OZE, a w szczególności PV, jest autentycznie niepokojąca. Naturalnie chcielibyśmy mieć to przekonanie, że tranzycja polskiego systemu energetycznego z paliw kopalnych na OZE jest wyboista, ale prowadzi nas w kierunku bezpieczniejszego, tańszego i ogólnie lepszego życia. Niemniej to przekonanie, które było i u wielu jest nadal bardzo silnie, zaczyna wyraźnie blednąć. W porównaniu do roku 2020 rola instalacji PV 
w Polsce znacznie wzrosła. Od tego czasu mieliśmy pandemię, eskalację wojny na Ukrainie 
i towarzyszące temu ataki na nasz kraj (fizyczne i sieciowe) czy wybuch regularnej wojny na Bliskim Wschodnie. Ponadto miały miejsce sytuacje kryzysowe stricte związane z kondycją sieci elektroenergetycznej: blackouty w Hiszpanii i Portugalii (2025 r.), Pakistanie (2023 r.), Bangladeszu (2022 r.) czy Sri Lance (2020 r.), ponadto wielodniowe wyłączenia sieci na Ukrainie od 2022 r. czy quasi blackout europejski z 2021 r. Po tym wszystkim zdecydowanie lepiej rozumiemy, że stabilność KSE jest kluczowym elementem bezpieczeństwa państwa. Ekologia jest również ważna, ale w okolicznościach realnego, fizycznego zagrożenia, jakim są nadlatujące pociski i drony, odkładamy ekologię na bok, a martwimy się wyłącznie o to, by tu 
i teraz nie zabrakło nam energii do podtrzymania systemów bezpieczeństwa oraz wszelkich innych technologii, które pozwalają się komunikować, organizować, czy zapewniają dostęp do zasobów. 

Bezpieczeństwo KSE i niezbędne reformy 

Polski system promował tranzycję miksu energetycznego na OZE. Przekroczyliśmy natomiast w tym kontekście pewną granicę zdrowego rozsądku, za którą wspomniana tranzycja powoduje skutki odwrotne – niestabilność napięcia w warunkach niezmodernizowanej sieci, przez co koszty wzrastają. Wcale nie robi się taniej. Jest drożej, 
a ponadto z każdym rokiem wzrasta niepewność związana ze wzrostem wahań OZE. 

System wymaga zmian, a oto najważniejsze: 

  • Ogólne urealnienie tempa tranzycji poprzez migrację kosztów modernizacji KSE 
    i budowy przyłączy z ogółu odbiorców na inwestorów OZE. To absolutna podstawa, która może wprost wpłynąć na wysokość rachunków. By tani prąd z OZE stał się rzeczywistością dla tych, którzy za tym prądem bezpośrednio głosowali, czyli wyborców obecnej koalicji, jedyną drogą jest uwolnienie ich od kosztów rozbudowy 
    i modernizacji KSE. 
  • Rozwój budownictwa wielkoskalowych magazynów energii. Rozwój ten musi nabrać co najmniej tego tempa, jakie dotychczas prezentowało przyłączanie nowych instalacji. Sytuacja KSE w kontekście OZE nie jest łatwa, ale nie jest też skomplikowana – jeżeli przez ostatnie lata wywindowano moce produkcyjne to teraz najwyższy czas na moce magazynowe. Jest to właśnie aż tak proste. Magazyny są najefektywniejszym lekarstwem na niestabilność źródeł. 

Inne wpisy

Skontaktuj sie z nami

Masz pytania? Napisz, a odpowiemy najszybciej, jak to możliwe.

Newsletter

Aby otrzymać raport proszę wypełnić pola

Aby otrzymać raport proszę wypełnić pola

Aby otrzymać raport proszę wypełnić pola

Aby otrzymać raport proszę wypełnić pola

Aby otrzymać raport proszę wypełnić pola

Aby otrzymać raport proszę wypełnić pola

Aby otrzymać raport proszę wypełnić pola

Aby otrzymać raport proszę wypełnić pola